Pustkowia Baste Ferie

Na najsampierw opowiem Ci o rzekach w tym regionie, a są ich trzy. Komoleria usytuowana na południu jest z nich najdłuższa. W biegu swym powolna, w górnej części obfita w ryby oraz stanowiąca dom wielu innych zwierząt. Natomiast jej dolna część zatruta jest za sprawą rzeki Klary, która to wypłukuje przeróżne trucizny z Głodnych Bagien, głównie związki siarki oraz rtęci. Raczej odradzam kąpiel w niej. Na północy mamy Śmierdzącą Wstążkę, która mozolnie wije się przez pustkowia. Jej wody są ciemnozielone i przypominają bardzo rzadką papkę za sprawą przerośniętych glonów. Roślinność we Wstążce rozkwita dzięki giberelinom wypłukiwanym z bagien. Ta woda jest jednak jeszcze bardziej zdradziecka niż Klara, jednak z nieco innych powodów. Wiele razy słyszałem opowieści o podróżnikach zmęczonych przeprawą przez pustynie, którzy chcieli zaspokoić tu pragnienie, a stali się ofiarami Mittenów – wielkich ropuch, które tylko czekają na taki obiad.Mittent

Przejdźmy w końcu do Żółtej Warowni. Po południowej stronie Komolerii stoi samotna wieża z której opuszczana jest jedna połowa mostu, a przez podstawę której trzeba przejść aby dostać się na drugą stronę. Przechodząc tędy zwróć uwagę na to, że idziesz po drewnianej podłodze a nad tobą wiszą wielkie głazy. Jest to zmyślna pułapka przygotowana na wypadek szturmu na warownię. Pod drewnianą podłogą znajduje się krótki kanał wypełniony wodą z rzeki. W chwili ataku głazy są odcinane zarywając podłogę, odcinając dostęp do wieży a przy okazji miażdżąc i wrzucając napastników do w trującą toń.Yellow FortressH

Przed wejściem na most stoi trzech odzianych w lekko wysłużone pancerze żołnierzy. Zajmują się oni pobieraniem opłat od podróżnych z południa chcących przekroczyć rzekę. Idąc opuszczonym mostem widać, że cała warownia jest żółta za sprawą osadzających się na niej związków siarki. Smród rzeki odbiera mowę.

Wchodząc na zamkowy dziedziniec dostrzec można kilka straganów z jedzeniem, przedmiotami przydatnymi w podróży oraz upominkami związanymi z Baste Ferie – głównie małymi plakietkami z dwoma lwami; jednym czerwonym, a drugim białym na żółtym tle– herbem kraju. Dookoła centralnego placu usytuowane są takie miejsca jak karczma, baraki żołnierzy, stajnia oraz magazyny. Wyróżnia się tutaj jeden budynek, dużo bogatszy od reszty. Jest to siedziba władców tego kraju, dwóch braci bliźniaków, którzy jednak nie są wcale do siebie podobni. Pierwszy z nich Inferius posiada ognisto rude włosy oraz cerę, drugi – Eire jest albinosem ze wściekle czerwonymi oczami. Jeśli jeszcze tego nie wyczułeś, całe miasto otacza aura antymagiczna. Bliźniacy nie przepadają za czarami, a prawo które ustanowili mówi, że aby używać magii należy wykupić pierw odpowiednie pozwolenia. Ruszajmy dalej na zachód. Wychodząc z twierdzy minęliśmy trzech kolejnych żołnierzy, którzy pobierali opłaty od ludzi nadchodzących z północy.

Dębe to dziś podupadająca osada z militarną historią, która ma swoje lepsze lata za sobą. Kiedyś znajdowała się tu dość duża stocznia produkująca wielkie okręty. Po eksplozji gór Morze Łez zostało jednak praktycznie odcięte od reszty wód, gdyż Spokojny Przesmyk stał się zbyt płytki dla jakichkolwiek statków. Życie osady kręci teraz się wokół dostarczania zapasów dla okrętów stacjonujących w północnej części akwenu, w okolicy Starego Boga. Wiąże się z tym ciekawa historia, którą postaram Ci się streścić w kilku zdaniach. Vaer-do był jednym z prademonów, nazywającym sam siebie bogiem, żądającym danin krwi potworem. Po wiekach męczarni odnalazł się bohater, któremu udało się pokonać oraz zapieczętować bestię w jakiś nie do końca jasny sposób. Potomkami tego człowieka są właśnie władcy Baste Ferie. Vaer-do jednak ciągle stara się złamać zniewalającą go pęta, z tego powodu właśnie od kilkuset lat stacjonują tu okręty na których mieszkają kapłani codziennie odprawiający rytuały, które odnawiają pieczęcie.

Ruszając z Dębe na północ natkniesz się na Zieloną przystań. Jest to raczej niewielka rybacko-rzemieślnicza osada. Wytwarza się tu głównie szklane naczynia z dodatkiem różnych bardziej lub mniej magicznych składników oraz eliksiry z roślin pochodzących ze Śmierdzącej Wstążki. Hitem ostatnich lat jest produkowana tu mocno rozcieńczona trucizna, którą znaleźć można w pęcherzach na plecach Mittenów. Wstrzyknięta pod skórę idealnie ją wygładza. Ten jeden wynalazek sprawił, że osada w ciągu kilku lat rozrosła się ponad dwukrotnie.

Idźmy teraz na wschód drogą wzdłuż Wstążki aż dojdziemy do okolic mostu. Nie schodź tu w pod żadnym pozorem ze ścieżki. Zauważ, że wszędzie dookoła widać okrągławe zagłębienia w ziemi. Czyhają w nich czerwie pustyni – paskudne poczwary czekające pod ziemią na cokolwiek, co będzie miało pecha zbliżyć się do nich. Te większe potrafią wciągnąć pod ziemię konia, a następnie powoli zjadać do żywcem. Pod okolicznym mostem żyje ogr, którego osoby nie zaznajomione z tematem nazywają trollem z racji tego gdzie mieszka i czym się zajmuje. Prawdą jest, że mieszka pod mostem, naprawia go i pobiera haracz za przejście, ale to ogr, a nie troll! Ludzie za bardzo wierzą w bajki, a za mało starają się dowiedzieć czegoś o otaczającym ich świecie.

Dalej na wschód znajduje się Głodne Bagno. Nie idźmy tam; opowiem Ci tylko o nim. Jest to zdradzieckie miejsce w którym nie sposób odróżnić twardego podłoża od dołu wypełnionego breją. Na domiar złego żyją tam utopce czyhające na cokolwiek co uda im się schwytać i wciągnąć pod wodę i wyssać energię. A gdyby jeszcze tego było mało są to tereny łowieckie harpii, które żyją na klifach na skraju Wielkiej Puszczy. Naprawdę nie chcesz tam iść. Do tego śmierdzi tam niemiłosiernie.

Na południe od Bagna znajdują się Kratery Gwiazd. Miejsce to powstało w ciekawy sposób. Niegdyś leżała tu część Wielkiej Puszczy, którą lokalni ludzie nazywali też Lasem na dole. Kilkaset lat temu wydarzyło się coś, co całkowicie odmieniło to miejsce. Z nieba spadły gwiazdy kompletnie niszcząc okolicę. Przez dziesięciolecia nic tu nie urosło, również zwierzęta omijały to bezludzie. Nie dziwota zresztą, każdy, kto się tu zbliżył szybko zaczynał chorować. Tajemnicza przypadłość powodowała wymioty, drgawki, krwotoki przez skórę – nic przyjemnego. Po wielu latach z ziemi zaczęły wyłaniać się promieniujące czystym, białym światłem rośliny, a w ciągu kilku kolejnych lat zaczęto obserwować tu zwierzęta. Nie były jednak “normalne”. Ich kształty przypominały te zwierzęta, które kiedyś zamieszkiwały te ziemie, jednak zbudowane były ze świetlistych włókien. Kilka osób donosiło też o wielkiej świetlistej budowli, którą widzieli w jednym z kraterów. Ciężko jest jednak potwierdzić te doniesienia, gdyż tereny te ciągle nie są przyjazne dla wszystkich normalnych stworzeń.

Share Button