DOOM

Nie grałem w pierwszego Dooma, bo miałem wtedy dopiero 7 lat. Nie grałem też w żadnego kolejnego Dooma, aż do ostatniego weekendu.

Słyszałem bardzo dobre recenzje o tej grze, jednak postanowiłem jej nie kupować ze względu na decyzje Bethesdy o nie wydawaniu kopii gry recenzentom przed oficjalnym wypuszczeniem tytułu. Nie wnikam w przyczyny takiego stanu rzeczy. Jest to zwyczajnie złe dla konsumentów – graczy, którzy nie będą mogli oprzeć swojej decyzji o zakupie na podstawie opinii osób, które miały okazję zagrać dane gry. Nie ma przy tym znaczenia, że Bethesda popełnia ogólnie dobre gry.
Tylko i aż to sprawiło, że nie chciałem wesprzeć ich swoimi pieniążkami. Dostałem jednak darmową kopie Dooma od wydawnictwa Cenega.

Pierwsze spotkanie nie było dość przyjemne. Mój komputer nie dawał sobie rady z ustawieniami graficznymi, które zastałem na samym początku. Zmuszony byłem ustawić je na absolutne minimum, aby w każdym momencie gry uniknąć spadku FPSów. Ogólnie gra chodziła akceptowalnie na ustawieniach “średnich”, jednak stała liczba klatek była dla mnie ważniejsza i nie chciałem ryzykować zakrztuszenia się mojego PC w jakimkolwiek momencie.

Co gorsza, wszystkie settingsy zostały tak ukryte, że musiałem pytać googli, gdzie je znaleźć. Okazało się, że pierw trzeba rozpocząć nową grę i dopiero tam ich szukać. Jaki był cel tego zabiegu? Nie jestem pewien, gdyż nie dociekałem tego zbyt bardzo. Przypuszczam, że każdy slot kampanii może mieć swoje oddzielne ustawienia.

Mniej więcej wiedziałem, czego spodziewać się po grze Bethesdy i nie rozczarowałęm się. W grze spotkałem sporo bugów. Przez kilka z nich byłem zmuszony ładować ostatni checkpoint, bo utknąłem w miejscu z którego nie dało się wyjść. Kilka razy zdarzyło mi się wpaść pod podłogę. Clipowanie kamery przy glory killach to standard, a niemożność złapania się krawędzi lub przejścia po gzymsie oraz niewidzialne ściany przestały mnie dziwić po kilkudziesięciu minutach zabawy.

A teraz do rzeczy…

Od pierwszych chwil Doom daje poczucie mocy. Każda akcja, którą wykonuje nasz bohater kipi od potęgi oraz agresji. Mówiąc każda mam tu na myśli >KAŻDA<. Zbieranie znajdziek, upadki z wysokości, naciskanie guzików. Nie przepuszczono żadnej okazji do tego, aby pokazać nam, że Doom-guy to kawał skurczybyka. Nie można przy tym pominąć glory kills, które tą potęgę wynoszą na całkowicie nowy poziom. Rozdeptanie głowy demonowi – proszę bardzo. Wyrwanie serca i wsadzenie do gardła – jasna sprawa. Urywanie szczęk – codzienność. Mimo tego, że każdy demon ma kilka animacji przeznaczonej dla glory killsów, które odgrywane są w zależności od naszego podejścia, to są one dość powtarzalne. Powtarzalne, a jednak nie szukałem opcji ich wyłączenia. Czemu? Po pierwsze są one integralną częścią gry – z ich pomocą uzyskujemy HP, amunicję oraz pancerz. Po drugie są świetnie animowane, soczyste i dają cholernie dużo satysfakcji. Przy tym są na tyle krótkie, że nie wpływają negatywnie na tempo rozgrywki.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że nasz bohater nic nie mówi. Poznajemy go jedynie poprzez jego akcje. Brak głosu w żadnym wypadku nie przeszkadza, a jedynie podkreśla to, jakim jest …(przez dłuższy czas zastanawiałem się jak uniknąć przekleństw w tym tekście, jednak się nie da)… twardym skurwielem.

Sekrety w Doomie to fajna sprawa. Choć niestety są mało sekretne za sprawą skilli oraz mapy, która bardzo często dość konkretnie pokazuje nam, gdzie dany sekret jest. Odbiera to sporo przyjemności, ze znalezienia ich samemu. Same sekrety podzieliłbym na kilka kategorii.
W pierwszej – najsłabszej, znajdziemy laleczki doom-kolesia w różnych wariantach kolorystycznych. Ekscytujące jak flagi w Assisynie Creedsie.

Druga kategoria to boosterki. Możemy znaleźć szybciej lepsze bronie, amunicje, dodatkowe punkty skilli i tak dalej.

Trzecia – najbardziej ekscytująca to ukryte poziomy z pierwszego Dooma. Po odkryciu takiego sekretu, odblokowujemy poziom z classica, na którym możemy później grać.

Przy okazji sekretów należy wspomnieć, że informacja o tym, ile udało się nam ich odnaleźć pokazywana jest nam w ekranie mapy. Tam też zobaczymy kilka innych rzeczy, które zostały dodane do gry z myślą o zachęceniu gracza do ponownego rozegrania konkretnego poziomu: sekrety, żetony, wyzwania itp.

Pewnym problemem był dla mnie level design. Po części z powodu o którym wspominałem wcześniej, czyli pewne miejsca były niedostępne, pomimo tego, że wyglądały tak, jakby dało się tam spokojnie dostać. Po drugie przepaście do których dość łatwo wpaść sprawiały, że często cofałem się do ostatniego punktu zapisu. Było to dość irytujące.

Pewien problem miałem też z wyzwaniami run, które umożliwiają nam włączenie pewnych ulepszeń postaci. Są to dość różnorodne wyzwania w których musimy wykonać określone rzeczy w określonym czasie. Ich struktura wymusza kilkukrotne podejście do nich, jednak UI tu było skonstruowane tak, że przycisk odpowiadający za ponowienie próby był umieszczony zaraz obok tego, który wracał nas do głównej gry. Kilka razy zawyłem ze złości. Na szczęście loadingi nie są tu zbyt długie.
Pomijając ten aspekt wyzwań, było to całkiem fajne doświadczenie.

Ulepszania ulepszeń. Ciekawa sprawa to system progresji. W Doomie ulepszamy bronie za pomocą zdobywanych tokenów, a finalne ulepszenia zdobywamy wykonując odpowiednie wyzwania. Ulepszamy też sam kostium doom-kolesia, co może zwiększyć naszą zręczność, odporność i inne ciekawe rzeczy. Idąc dalej na poziomach znajdujemy kulki mocy zwiększające nasze HP/pancerz/pojemność amunicji. No i są jeszcze wspomniane runy. Największy impakt na grę mają ulepszenia broni. Każda z nich poza super shotgunem posiada dwie drogi modyfikacji, które później będziemy mogli zmieniać dynamicznie podczas walki. Dodaje to nieco głębi rozgrywce. Ja zazwyczaj jednak korzystałem jedynie z jednego ulepszenia dla każdej z broni.

O historii nie chcę za dużo się rozpisywać. Powiem jednak, że jest zadowalającym, choć do bólu przewidywalnym wytłumaczeniem tego, dlaczego musimy tłuc demony 🙂
Dla mnie fajną rzeczą były opisy napotykanych poczwar, które odnajdujemy w świecie.

Nie sposób nie wspomnieć o muzyce. W chwili walki zmienia się na jakiś hardcorowy metal, by w chwilach spokoju przejść na nieco mniej hardcorowy metal 🙂 Zwyczajnie świetnie wpasowuje się w klimat gry.

Nie da się ukryć, że najnowszy Doom, to kawał świetnej gry. Widać, że projektanci mieli na uwadze to, że na pierwszym miejscu musi stać to, co sprawia, że Doom to Doom, czyli krwawa jatka. Pytanie tylko, czy mimo wszystkich zalet powinienem wam polecić tą grę? Z pewnością zrobiłbym to, gdyby nie praktyki marketingowe Bethesdy. Na chwilę obecną mogę wam tylko powiedzieć, abyście sami zdecydowali, czy chcecie wspierać rzeczy, które mogą być potencjalnie szkodliwe dla nas – graczy.
EDIT:

Gra posiada jeszcze tryb multi, którego nie miałem okazji dotknąć. Weźcie to pod uwagę 🙂

Share Button