Warsaw Games Week. Dzień 2

Drugiego dnia WGW udałem się na początku do miejsca, gdzie ustawili się przedstawiciele X-Kom, a tam miałem okazję pobawić się w Shadow Warriora 2. Sama gra wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Śmieszkowe komentarze głównego bohatera potrafią rozłożyć na łopatki. Machanie mieczem i akcja na 100%. Spodobało mi się to. Jeszcze bardziej spodobały mi się siedzenia, które stały przy komputerach. W takim, to mógłbym siedzieć i siedzieć… nie stać mnie jednak, aby wydać 1k PLN na siedzisko.

Następnie sprawdziłem grę Kursk, która opowiada o, tu niespodzianka, o łodzi podwodnej Kursk. Gra ta, z tego, co powiedziano mi na miejscu opierać ma się głównie na eksploracji, zdobywaniu wskazówek, rozwiązywaniu zagadek. Jednak fragment gry, który przedstawiono na na początku łopatologicznym escape roomem, który przerodził się następnie w serię quick eventów, które w połączeniu z dość słabo (jeszcze) wykonanym sterowaniem spowodowały rage quit. Była to jednak wciąż wersja developerska, więc wszystko zapewne zmieni się jeszcze na plus.

Później miałem jeszcze okazję pobawić się w Hitmana, Dawn of War, pojeździć w ścigałki w strefie Techlandu, jednak nic szczególnie wartego uwagi.

Następnie udałem się pooglądać zwiastuny gier takich jak Dishonored 2. Jakoś nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Nauczony doświadczeniem nie ufam takim materiałom i chyba nie bez powodu. Wiele razy okazywało się, że to, co pokazują nam ludzie z działów marketingu często nie znajduje swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dotyczy to nie tylko gier.

Stoisko CD-Projektu było całkowicie opanowane przez Gwinta. Odbywał się tam turniej w tą grę. Wiedząc, że nie mam najmniejszych szans, nawet nie spróbowałem. Niestety pominąłem samouczek w Wiedźminie, który tłumaczył zasady tej gry, a później jakoś nie miałem okazji na nadrobienie tej zaległości. Swoją drogą nie przypominam sobie, aby w książkach pojawił się gdzieś opis zasad Gwinta, choć pamięć może już mnie mylić, bo minęło już sporo czasu.

Po tym wszystkim ruszyłem na gry VR. Pierwszą z nich była Alice, którą widziałem już na BuzzWorkshop. Wiedziałem, że gra ta jest OK, bo bawiłem się nią wcześniej. Tu jednak wypadła zwyczajnie źle z powodu problemów technicznych.

Ciekawą produkcją jest Eagle, w której wcielamy się w orzeła i zwiedzamy Paryż. Jest to też gra VR w której sterujemy ruchami głową, co nieco pomogło z uczuciem mdłości, jednak nie do końca. Po kilku chwilach zabawy musiałem skończyć.

Kolejną ciekawą propozycją była Wirtualna wycieczka przez czas po Warszawie. Co kilka chwil byłem przenoszony do coraz bliższej naszym czasom epoki. Za każdym razem serwowano mi jakieś proste czynności do wykonania. Niby nic specjalnego, ale było fajnie.

W międzyczasie po targach chodzili przeróżni cosplayerzy. Największe wrażenie robił marines z Warhammera. Postać miała chyba grubo ponad dwa metry wzrostu i wyglądała masywnie. Gdzieś tam też przemykały dwie wersje Lary Croft. Jedna z nich biustem nawiązywała do początków serii, a druga do najowszych części (if you know what I mean).

Na koniec udałem się pod scenę, gdzie prezentowano gameplay z Cywilizacji 6. Szykuje się wiele zmian na lepsze. Lepsza dyplomacja, więcej głębi w rozbudowie miast oraz w walce. Niestety pan, który prezentował grę nie był w stanie odpowiedzieć na moje pytanie w sprawie wsparcia dla modów.

W czwartek ruszam do poznania na PGA oraz GIC. Oczekujcie relacji.

Na koniec jeszcze kilka zdjęć:

Share Button